Historia Lilly i Madelaine

Dotyk uratował mi życie

Madelaine i Lilly są bliźniaczkami. Mieszkają w Hamburgu, w Niemczech. Są fankami hip-hopu i mówią sobie o wszystkim. Już od urodzenia są nierozłączne. Od chwili, kiedy Lilly uratowała życie siostry.

Historia Lilly i Madelaine (1:33)



1

Tragiczny początek życia

Co roku zbyt wcześnie rodzi się około 15 milionów dzieci na świecie. W przypadku sióstr Lilly i Madelaine było to 9 tygodni przed terminem. Obie walczyły o przeżycie: były pod stałym monitoringiem w inkubatorze, a ich oddech musiał być wspomagany. Jednak szanse Madelaine były mniejsze, gdyż urodziła się z dziurą w serduszku.

Kiedy widzisz siebie na pierwszych zdjęciach rodzinnych, co czujesz? Czy sama siebie rozpoznajesz, czy masz wrażenie, że patrzysz na obcą osobę?

M: Te zdjęcia właściwie reprezentują to, jakie jesteśmy nawet dziś – zawsze razem. Mama i tata od zawsze opowiadali nam, jak trudne były te pierwsze tygodnie. Prawie umarłyśmy. Na szczęście jedna z pielęgniarek wpadła na pomysł, aby położyć nas razem w jednym inkubatorze...
L: Tam się przytulałyśmy, dotykałyśmy drobniutkimi paluszkami. Od tego momentu nasze szanse na przeżycie rosły. W rezultacie Madelaine zaczęła samodzielnie oddychać, a dziura w jej serduszku zniknęła.
M: Nasza mama była zbyt słaba, żeby odwiedzać nas na oddziale neonatologii. Dlatego tata robił zdjęcia polaroidem. Nie było jednak zbyt dużo do oglądania. Byłyśmy tak drobne, a do tego te przewody wokół nas.

„Nasi przyjaciele wciąż powtarzają, że nasza bliskość nie jest normalna!”

Lilly

2

Połączone na zawsze

Ta intymność, która Was łączy. Czy taki stan trwa od kiedy się urodziłyście?

L: Przyjaciele twierdzą, że nigdy nie widzieli bliźniaków ani rodzeństwa, które byłoby tak ze sobą związane. Wciąż powtarzają, że „nasza bliskość nie jest normalna!” Rzeczywiście rzadko zdarza się, żebyśmy się rozdzieliły na dłużej niż godzinę. Po prostu zbyt mocno za sobą tęsknimy.
M: Nieustannie martwię się o Lilly. Kiedy jeździmy na nartach albo rowerze, staram się, żeby Lilly była zawsze przede mną. Inaczej nieustannie odwracałabym się, żeby sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku.
L: Jesteśmy nadal tak blisko, jak wtedy – zaraz po porodzie. Codziennie się przytulamy i dotykamy.

CZAS UCIEKA. MOC DOTYKU POZOSTAJE NIEZMIENNA.

„Poczułam to jako matka, a upewniłam się jako lekarz: dotyk może uzdrawiać.”

Dr. Tzipi Strauss

Ordynatorka oddziału neonatologii w Sheba Medical Centre, Tel Aviv, Izrael

Kiedy nauka miesza się z potrzebą przetrwania

Moda na kangurowanie powstała w Bogocie, w Kolumbii, w latach 70., aby zwalczyć wysoki poziom zachorowań oraz zgonów w szpitalach ze względu na przepełnienie oraz niedobór inkubatorów. Zachęcało się matki do podtrzymywania noworodków w bezpośrednim kontakcie skóra-skóra przez dłuższy czas oraz podczas karmienia piersią. Poziom chorób oraz umieralność wśród noworodków gwałtownie spadły. Od tamtej pory przeprowadzono nad kangurowaniem szereg badań, w ramach których potwierdzono jego liczne – cenne i trwałe – korzyści dla maluchów i ich rodzin. Wśród wielu zalet można wymienić stabilność temperatury ciała oraz wydolności krążeniowo-oddechowej, lepszy sen, wyższą ocenę behawioralną, mniejszy strach przed bolesnymi zabiegami oraz lepszą integrację z rodziną.

Masaż stóp jako metoda na nieprawidłowy oddech u wcześniaków

Dotyk przypomina wcześniakom o oddychaniu. Jednak w codziennym ferworze szpitalnym, takie podejście oznacza ogrom dodatkowej pracy. Naukowcy z Leipzig stworzyli niedawno półmechaniczną metodę stymulacji wcześniaków. Na podstawie udanych badań wstępnych, aktualnie zbierane są datki, aby sfinansować dalsze testowanie i rozwój tej metody.

Zaangażuj się

Dotyk uratował mi życie

Te osoby postanowiły podzielić się swoją historią, kiedy to dotyk uratował im życie. Jakie jest Twoje doświadczenie?

Sandra, Niemcy

Nasz syn urodził się 12 tygodni przed terminem. Przebywał dziewięć tygodni na oddziale neonatologii. Codziennie przytulaliśmy go blisko do ciała, aby poczuł nasze ciepło, którego tak bardzo potrzebował. Nazywa się to „kangurowaniem”. Dziś wyrósł na pięknego, szczęśliwego dwuipółletniego chłopca.

Richard, USA

Pewnego dnia razem z dziewczyną udaliśmy się nad rzekę Delaware na spacer. Postanowiłem pobrodzić po rzece, jednak niektóre skały okazały się dość śliskie. W trakcie ześlizgnąłem się z kamienia. Zaraz obok rzeka okazała się głęboka i wpadłem w głębię, nogami w kierunku dna. Starałem się wydostać i na ostatnim tchu uniosłem prawą dłoń w górę. Chwilę później poczułem, jak ktoś chwyta moją rękę, wyciąga mnie i wynurza moją głowę z wody. Była to jakaś młoda kobieta! Znajdowała się kilkanaście metrów dalej i zauważyła, że nie wychodzę z wody. To uczucie jej dłoni dotykającej mojej... Poczułem, że jednak nie umrę. Oczywiście było to niezwykle przeszywające doświadczenie.

Lisa, Niemcy

Nasze dziecko miało się urodzić w samym środku lockdownu. Poród trwał już dwa dni. Mąż nie miał wstępu na salę porodową. Miałam przeprowadzane regularne badania kontrolne, a jednak mimo to czułam się zupełnie sama z moim bólem. Wtedy przyszła kolejna zmiana położnych. Jedna z nich przyszła i położyła dłoń na moich placach, aby mnie przywitać. Był to pierwszy rodzaj dotyku, który doświadczyłam od momentu przyjęcia na oddział. Ten drobny gest fizycznego zainteresowania dodał mi siły. W tamtej chwili na nowo poczułam nadzieję, że w jakiś sposób uda mi się urodzić to dziecko.